— No! Decyduj się! Cóż to za żarty!

Wtem z za parawana doszedł go głos drgający błagalną prośbą:

— Panie! Ja myślałam, że... U nas w domu bieda, ale tak... ja... nie mogę!... I gdyby pan był łaskaw... do samej głowy... choćby za trzy franki, choćby za dwa... gdyby pan był łaskaw!...

I słowa przeszły w łkanie. Swirski zwrócił się w stronę parawana, wypuścił pędzle, i otworzył usta. Ogarnęło go niesłychane zdumienie, albowiem modelka przemówiła w jego rodowitym języku.

— Pani jesteś Polką? — zawołał wreszcie, zapominając, że przed chwilą mówił jej: ty.

— Tak panie!... To jest... ojciec mój był Włoch, ale dziaduś jest Polak...

Nastało znów milczenie. Swirski ochłonął i rzekł:

— Ubierz się pani... Będziesz pozowała tylko do głowy.

Lecz ona widocznie nie poczęła się jeszcze rozbierać, albowiem wyszła z za parawana natychmiast, z twarzą zawstydzoną, zmieszaną, pełną jeszcze bojaźni, i ze śladami łez na policzkach.

— Dziękuję panu — rzekła. — Pan jest... Ja przepraszam, ale...