— Odmówiła. Panie Adamie, ona tylko Szwarca kocha, ona do niego tylko chce należeć. Moja droga, poczciwa Lula!
Chwilę trwało milczenie.
Augustynowicza głos drżał, gdy z wolna wymawiał następne słowa:
— Ona do niego nie będzie należała.
— Panie Adamie!
— Szwarc już po słowie, żeni się.
Wiadomość ta, niby piorun, uderzyła w obie panienki. Przez chwilę było głuche milczenie.
Nagle otworzyły się drzwi od przyległego pokoju, Lula weszła do salonu.
Na twarzy jej grał rumieniec obrażonej godności niewieściej, w oczach świeciła duma.
Zdawało jej się, że podeptano wszystko, co miała świętego w piersiach.