— Dokąd idziesz, Gustawie? — spytał pierwszy.

— Ja?... ha! dokąd? — (spojrzał na zegarek). Do wdowy jeszcze za wcześnie!... Tymczasem idę do klubu.

— No, to idź prosto do wdowy.

— Co? dlaczego?

— Biada ci! — zawołał Augustynowicz, wzniósłszy ręce do nieba i nie zważając na przechodniów, zaczął głośno deklamować:

Zamek, na którym brzmiało wesele,

Wieczna żałoba pokryje,

Na wałach dzikie porośnie ziele,

U wrót pies wierny zawyje.

— Nie masz po co chodzić do klubu — dorzucił Wasilkiewicz.