— Trzeba się iść dowiedzieć na miejscu.
— Nie radzę ci. Wsadzą do kozy.
— „Białe ci dłonie skrępują powrozem...”
— Augustynowicz, cicho bądź! Dlaczegóż tego nie zrobili wieczorem? Byliby nas połapali, jak ryby w matni.
— No, chodziło więcej o zamknięcie, niż o połapanie nas; gdyby jednak ktoś teraz przyszedł, złapaliby go niezawodnie.
— Dokąd wy idziecie?
— „Jak na hasło trwogi, klany szlą krzyż ognisty...”
— Prosiłem cię, żebyś był cicho!...
— „Tak mężny Rodryg...”
— Tak, tak — przerwał Wasilkiewicz — idziemy ostrzec innych, i dlatego bądź zdrów, albo chodź z nami...