Król zasłonił oczy.
— Jezusie Nazareński! Jezusie Nazareński! — mówił cichym głosem.
Po chwili znów spytał:
— Długo się możecie trzymać?
— Prochów brak. Nieprzyjaciel w wałach...
— Siła go?
— Chmielnicki... Chan ze wszystkimi ordami.
— Chan jest?
— Tak...
Nastało głuche milczenie. Obecni spoglądali po sobie — niepewność odmalowała się na wszystkich twarzach.