— Co takiego? — pytał sotnik, ukazując się we drzwiach.
— Nie ma Lacha!
— Jak to nie ma?
— W ziemię zapadł! Nie ma nigdzie. O, Hospody pomyłuj! My ogień krzesali; nie ma!
— Nie może być. Oj, byłoby wam od atamana! Uciekł czy co? Pospaliście się?
— Nie, bat’ku, my nie spali. Z chlewa on nie wyszedł naszą stroną.
— Cicho! Nie budzić atamana!... Jeśli nie wyszedł, to musi gdzieś być. A wy wszędzie szukali?
— Wszędzie.
— A na stropie?
— Jak jemu było na strop leźć, kiedy był w łykach.