— Durny ty! Żeby on się nie rozwiązał, to by tu był. Szukać na stropie. Skrzesać ognia!
Sypnęły się znowu iskry. Wieść przeleciała wnet przez wszystkie straże. Poczęto się tłoczyć do chlewa z owym pośpiechem zwyczajnym w nagłych razach; słychać było szybkie kroki, szybkie pytania i jeszcze szybsze odpowiedzi. Rady krzyżowały się jak miecze w boju.
— Na strop! Na strop!
— A pilnuj z zewnątrz!
— Nie budzić atamana, bo będzie bieda!
— Nie ma drabiny!
— Przynieść drugą!
— Nie ma nigdzie!
— Skoczyć do chaty, czy tam nie ma?
— O, Lach przeklęty!