We drzwiach ukazał się ślepy Wasyl, a obok niego Helena ubrana w białe giezło643, blada sama jak giezło, z oczyma rozszerzonymi z przerażenia, z otwartymi usty.
Wasyl niósł krzyż, który trzymał na wysokości twarzy w obu dłoniach. Wśród zamieszania panującego w sieni, wobec trupów, krwi rozlanej kałużami na podłodze, połysku szabel i rozpłomienionych źrenic dziwnie uroczyście wyglądała ta postać wysoka, wynędzniała, z siwiejącym włosem i czarnymi jamami zamiast oczu. Rzekłbyś: duch albo trup, który zrzucił całun i przychodzi karać zbrodnię.
Krzyki umilkły. Kozacy cofali się przerażeni. Ciszę przerwał spokojny, ale bolesny i jęczący głos kniazia:
— W imię Ojca i Spasa, i Ducha, i Świętej Przeczystej! Mężowie, którzy przychodzicie z dalekich stron, zali przychodzicie w imię Boże?
Albowiem: „Błogosławiony mąż w drodze, który idąc, opowiada Słowo Boże”.
A wy zali dobrą nowinę niesiecie? Zali jesteście apostołami?
Cisza śmiertelna zapanowała po słowach Wasyla, on zaś zwrócił się z wolna z krzyżem w jedną stronę, następnie w drugą i mówił dalej:
— Gorze wam, bracia, bo którzy dla zysku lub zemsty wojnę czynią, mają być potępieni na wieki...
...Módlmy się, abyśmy zaznali miłosierdzia. Gorze wam, bracia, gorze mnie! O! o! o!
Jęk wyrwał się z piersi kniazia.