— Hospody, pomyłuj!644 — ozwały się głuche głosy mołojców, którzy pod wpływem nieopisanego strachu poczęli się żegnać przerażeni.
Nagle dał się słyszeć dziki, przeraźliwy krzyk kniahini:
— Wasyl, Wasyl!...
Było w jej głosie coś tak rozdzierającego, jakby to był ostatni głos rwącego się życia. Jakoż gniotący ją kolanami mołojcy uczuli, że już nie usiłuje się wyrwać z ich rąk.
Kniaź drgnął, ale wnet zastawił się krzyżem od strony, z której dochodził głos, i odrzekł:
— Duszo potępiona, wołająca z głębokości, gorze ci!
— Hospody, pomyłuj! — powtórzyli Kozacy.
— Do mnie, semenowie! — zawołał w tej chwili Bohun i zachwiał się na nogach.
Kozacy skoczyli i podparli go pod ramiona.
— Bat’ku! Tyś ranny?