— Jaki Wasyl?
— Brat mój obłąkany — rzekła Helena.
— Tobie grozi zguba, nie jemu — odparł Zagłoba. — Jeśli on obłąkany, to on dla Kozaków święty. Jakoż widziałem, że go mają za proroka.
— Tak jest. Bohunowi nic on nie zawinił.
— Musimy go zostawić, inaczej zginiemy; i pan Skrzetuski z nami. Śpiesz się waćpanna.
Z tymi słowy pan Zagłoba opuścił izbę i udał się wprost do Bohuna.
Watażka blady był i osłabiony, ale oczy miał otwarte.
— Lepiej ci? — spytał Zagłoba.
Bohun chciał przemówić i nie mógł.
— Nie możesz mówić?