Tymczasem goniec zbliżył się już na kroków trzydzieści.
— Stój! — huknął pan Zagłoba, wymierzając pistolet. — Ktoś jest?
Jeździec zdarł konia i podniósł się na siodle, ale zaledwie spojrzał, gdy krzyknął:
— Pan Zagłoba!
— Pleśniewski, sługa starościński z Czehryna? A ty tu co robisz? Gdzie lecisz?
— Mości panie! Zawracaj i ty ze mną! Nieszczęście! Gniew Boży, Sąd Boży!
— Co się stało? Gadaj.
— Czehryn już zajęty przez Zaporożców. Chłopy szlachtę rżną, Sąd Boży.
— W imię Ojca i Syna! Co gadasz... Chmielnicki?...
— Pan Potocki pobity, pan Czarniecki w niewoli. Tatary idą z Kozakami. Tuhaj-bej!