— Bo upał.
Kosooki położył rękę na lejcach pana Zagłoby.
— Zleź no, panku, z konia. Do Czehryna nie masz po co jechać.
— I czemuż to? — spytał spokojnie pan Zagłoba.
— A widzisz ty tego mołojca? — rzekł kosooki663, ukazując jednego z czabanów.
— Widzę.
— On z Czehryna prijichaw. Tam Lachiw riżut664.
— A wiesz ty, chłopie, kto do Czehryna za nami jedzie?
— Kto takij?
— Kniaź Jarema!