Dalszą rozmowę przerwał młodziuchny pan Aksak, który w tej chwili zbliżył się do ogniska.
— Nowiny przynoszę waszmościom! — rzekł dźwięcznym, półdziecięcym głosem.
— Niańka pieluch nie uprała, kot mleko zjadł i farfurka się stłukła — mruknął pan Zagłoba.
Ale pan Aksak nie zważał na tę przymówkę do swego chłopięcego wieku i rzekł:
— Pułjana ogniem pieką...
— Będą psi mieli grzanki! — przerwał pan Zagłoba.
— ...I czyni zeznania. Układy zerwane. Pan z Brusiłowa mało nie szaleje. Chmiel idzie z całą potęgą w pomoc Krzywonosowi.
— Chmiel? Cóż to Chmiel! Kto tu sobie co robi z Chmiela? Idzie Chmiel, będzie piwo, beczka ortę! Drwimy z Chmiela!... — trzepał pan Zagłoba, tocząc przy tym groźnie i dumnie oczyma po obecnych.
— Idzie więc Chmiel, ale Krzywonos na niego nie czekał i dlatego przegrał...
— Grał duda, grał — aż przegrał kiszki...