— Klęska, hańba, sromota!... Bez bitwy... Popłoch!... O! O!
— Uszom się nie chce wierzyć. Mówże! Mów, na Boga żywego!... Regimentarze?...
— Uciekli.
— Gdzie nasz książę?
— Uchodzi... bez wojska... Ja tu od księcia... Rozkaz... Do Lwowa natychmiast... Idą za nami!
— Kto? Wierszułł, Wierszułł! Opamiętaj się, człowieku! Kto?
— Chmielnicki, Tatarzy.
— W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! — zawołał Zagłoba. — Ziemia się rozstępuje.
Ale Skrzetuski zrozumiał już, o co chodzi.
— Na potem pytania — rzekł — teraz na koń!