— Tfy, do licha! — rzecze porucznik. — Otom jest w kłopocie!

Tymczasem Tatar usiadł w kuczki przed ogniem.

— Po co pisać — rzekł, grzebiąc w węglach. — Panna spać poszła. A co masz wasza miłość jej napisać, to jutro powiedzieć można.

— Kiedy tak, to co innego. Wiernyś, jak widzę, sługa kniaziówny. Naściże trzeciego talera. Dawno służysz?

— Ho, ho! Czterdzieści lat temu, jako mnie kniaź Wasyl w jasyr wziął; i od tej pory służyłem mu wiernie, a gdy onej nocy odjeżdżał na przepadłe imię, to dziecko Konstantynu zostawił, a do mnie rzekł: „Czechły! I ty nie odstąpisz dziewczyny, i będziesz jej strzegł jak oka w głowie”. Łacha ił Ałła317!

— Tak też i czynisz?

— Tak też i czynię, i patrzę.

— Mów, co widzisz: jak tu kniaziównie?

— Źle tu myślą o niej, bo ją chcą dać Bohunowi, który jest pies potępiony.

— O! Nie będzie z tego nic! Znajdzie się komu za nią ująć!