Pod wieczór wyjechał Miller, aby przy ostatnich błyskach zachodzącego słońca skutki dobrze obejrzeć, i wzrok jego padł na wieżę rysującą się spokojnie na tle błękitu.
— Ten klasztor wieki wieków stać będzie! — zakrzyknął w uniesieniu.
— Amen! — odpowiedział spokojnie Zbrożek.
Wieczorem zebrała się znów w jeneralnej kwaterze narada, jeszcze posępniejsza niż zwykle. Zagaił ją sam Miller.
— Szturm dzisiejszy — rzekł — żadnych nie przyniósł rezultatów. Prochy nasze się kończą, lud zmarniał w połowie, reszta, zniechęcona, klęski, nie zwycięstwa, wygląda. Zapasów już nie mamy, posiłków nie możem się spodziewać,
— A klasztor jako pierwszego dnia oblężenia nienaruszony stoi! — dodał Sadowski.
— Co nam pozostaje?
— Hańba...
— Odebrałem rozkazy — rzekł jenerał — bym prędzej kończył lub odstąpił i szedł do Prus.
— Co nam pozostaje?... — powtórzył książę Heski.