Wszystkie oczy zwróciły się na Wrzeszczowicza, ten zaś rzekł:
— Ratować honor!
Śmiech krótki, urywany, podobniejszy do zgrzytu zębów, wydobył się z ust Millera, którego Poliocertesem zwano.
— Pan Wrzeszczowicz chce nas nauczyć, jak wskrzeszać zmarłych — rzekł.
Wrzeszczowicz udał, że nie słyszy.
— Honor uratowali tylko polegli — rzekł Sadowski.
Miller począł tracić zimną krew.
— I ten klasztor stoi tam jeszcze?... Ta Jasna Góra, ten kurnik?!... I ja go nie zdobyłem?!... I my odstępujemy?... Czyli to sen, czy mówię na jawie?...
— Ten klasztor, ta Jasna Góra stoi tam jeszcze — powtórzył słowo w słowo książę Heski — i my odstępujemy... pobici!...
Nastała chwila milczenia; zdawało się, że wódz i jego podwładni znajdują jakąś dziką rozkosz w rozpamiętywaniu własnego upokorzenia i wstydu.