Tymczasem Jan Kazimierz po ewangelii klęknął znowu, ręce rozłożył, oczy wzniósł ku górze i pogrążył się w modlitwie. Ksiądz wreszcie odszedł, począł się ruch w kościele, król klęczał ciągle.
Aż ów szlachcic, którego Kmicic zaczepił, trącił teraz w bok pana Andrzeja.
— A coś waćpan za jeden? — spytał.
Kmicic nie od razu zrozumiał pytanie i nie zaraz odpowiedział, tak dalece serce jego i umysł były osobą królewską zajęte.
— A coś waćpan za jeden? — powtórzył ów personat509.
— Szlachcic jako i waszmość! — odrzekł pan Andrzej, zbudziwszy się jakby ze snu.
— Jakże cię zowią?
— Jak mnie zowią? Zwę się Babinicz, a jestem z Litwy, spod Witebska.
— A jam jest Ługowski, dworski królewski!... Proszę, to waćpan aż z Litwy, spod Witebska jedziesz?
— Nie... Jadę z Częstochowy.