Kmicic rozśmiał się.
— Wolę o tym radzić niż o czym innym. Najlepiej do pana Sapiehy się udać. Byle sprawę wziął do serca, to jako wojewoda witebski i najznamienitsza na Litwie persona, siła929 mógłby wskórać.
— Mógłby awizy930 do trybunałów rozesłać, że to testamentem Borzobohatej zapisano, aby dalsi krewni nie szarpali.
— Tak jest. Ale trybunałów teraz nie masz, a pan Sapieha co innego też ma na głowie.
— Można by dziewczynę w ręce mu i w opiekę oddać. Mając ją na oczach, prędzej by dla niej co uczynił.
Kmicic spojrzał ze zdziwieniem na pana starostę.
„Co on w tym ma, że się chce jej stąd pozbyć?” — pomyślał.
Starosta zaś mówił dalej:
— Trudno, aby w obozie w namiocie pana wojewody witebskiego mieszkała, ale mogłaby przy córkach wojewodzińskich zostawać.
„Nie rozumiem! — pomyślał Kmicic — zaliby on naprawdę chciał jej być tylko opiekunem?”