— Gdzie jest pismo?
— Jest — odrzekł Kmicic, podając list.
Bogusław począł czytać, a gdy skończył, dziwne światła błysnęły mu w oczach.
— Dobrze! — wyrzekł — dość marudztwa!... Jutro bitwa... I rad jestem, bo jutro febry nie mam1057.
— I u nas po równo radzi — odparł Kmicic.
Nastała chwila milczenia, w czasie której dwóch tych nieubłaganych, wrogów mierzyło się oczyma z pewną straszliwą ciekawością.
Książę pierwszy począł rozmowę:
— Zgaduję, że to waść mnie tak dojeżdżał z Tatary1058?...
— Ja...
— A żeś to nie bał się tu przyjechać?...