Bo śnieg pada i wiatr wieje,
Gdzież ja się, biedny, podzieję
Do rana!...
— Dobry znak! Wesoło wracają! — zawołał Polanowski.
Tymczasem tamci, ujrzawszy kasztelana, zeskoczyli z kulbak1834, oddali konie pacholikowi i szli żywo do ganku; nagle Zagłoba rzucił czapkę w górę i udając głos marszałka tak wybornie, że kto by go nie widział, mógłby się omylić, zakrzyknął:
— Vivat pan Czarniecki, nasz wódz!
Kasztelan zmarszczył się i rzekł prędko:
— Jest pismo dla mnie?
— Nie ma — odrzekł Zagłoba — jest coś lepszego. Marszałek z całym wojskiem przechodzi dobrowolnie pod komendę waszej dostojności!
Czarniecki przewiercił go wzrokiem, za czym zwrócił się do Skrzetuskiego, jakby mu chciał rzec: „Gadaj ty, bo tamten podpił!”