Pan Zagłoba rzeczywiście był nieco podpiły; lecz Skrzetuski potwierdził jego słowa, więc zdumienie odbiło się na obliczu kasztelana.
— Bywajcie za mną! — rzekł do przybyłych. — Mości Polanowski, mości Wołodyjowski, proszę także!
I wszyscy weszli do izby. Nie siedli jeszcze, gdy Czarniecki spytał:
— Co rzekł na mój list?
— Nic nie rzekł — odpowiedział Zagłoba — a dlaczego, to się w końcu mojej relacji okaże, teraz zaś incipiam1835....
Tu zaczął wszystko opowiadać, jak się odbyło, jako marszałka do decyzji tak pomyślnej doprowadził. Czarniecki patrzył na niego z coraz większym zdziwieniem, Polanowski za głowę się chwytał, pan Michał wąsikami ruszał.
— Tożem ja waści nie znał dotąd, jak mnie Bóg miły! — zawołał wreszcie kasztelan. — Uszom własnym nie wierzę!
— Ulissesem1836 z dawna mnie nazywano! — odrzekł skromnie Zagłoba.
— Gdzie mój list?
— Ot, jest!