Ale mi się coś wydaje, że jedzie trzecie.
Anusia nie była tej niedzieli w kościele, bo przy słabej pannie Kulwiecównie z kolei zostać musiała, przy której się z Oleńką dzień po dniu zmieniały.
Cały ranek zajęta była doglądaniem i opatrunkiem chorej, tak że późno dopiero mogła się zabrać do pacierzy.
Zaledwie jednak wymówiła ostatnie: „Amen”, gdy zaturkotało przed bramą i Oleńka wpadła jak wicher do pokoju.
— Jezus, Maria! Co się stało? — krzyknęła, spojrzawszy na nią, panna Borzobohata.
— Anusiu! wiesz, kto jest pan Babinicz? To pan Kmicic!
Anusia zerwała się na równe nogi.
— Kto ci powiedział?
— Czytano list królewski... pan Wołodyjowski przywiózł... laudańscy...
— To pan Wołodyjowski wrócił?... — krzyknęła Anusia.