Następnie zakrzyknął:
— Mości panowie! bracia, serdeńka! posłuchajcie mojej zagadki!
Z prawdziwą zmiennością marcowej pogody oburzenie pospolitaków zmieniło się w jednej chwili w ciekawość i chęć usłyszenia jakiegoś nowego dowcipu błazna.
— Słuchamy! słuchamy! — ozwało się kilkanaście głosów.
Błazen począł mrugać oczyma jak małpa i recytować piskliwym głosem:
Po bracie się pocieszył koroną i żoną273.
Lecz pozwolił, by sławę z bratem pogrzebiono;
Podkanclerza274 wypędził — i z tego dziś słynie,
Że sam jest podkanclerzym... przy podkanclerzynie.
— Król! król! jako żywo! Jan Kazimierz! — poczęto wołać ze wszystkich stron.