Wachmistrz począł go szarpać bez ceremonii.
— Panie komendancie! Panie komendancie!
— Ja jestem Kowalski... a to pani Kowalska — mruczał pan Roch.
— Panie komendancie, więzień uciekł!
Kowalski siadł na wozie i otworzył oczy.
— Czego?...
— Więzień uciekł, ten gruby szlachcic, który z panem komendantem rozmawiał!
Oficer oprzytomniał.
— Nie może być! — zakrzyknął przerażonym głosem. — Jak to?! Co się stało? Jakim sposobem uciekł?
— W hełmie i w opończy pana komendanta; żołnierze go nie poznali, noc była ciemna.