— A za co ja mam być wdzięczny?
— Za to, że tobą zdrajca nie orze jak wołem, chociażeś do orki najzdolniejszy, boś głupi, a zdrów, rozumiesz?... Ej, coraz tam goręcej... Słyszysz? To chyba Szwedy tak ryczą jak cielęta na pastwisku.
Tu pan Zagłoba spoważniał, bo trochę był niespokojny; nagle rzekł patrząc w oczy bystro panu Rochowi:
— Komu życzysz wiktorii?
— Jużci, naszym.
— A widzisz! A czemu nie Szwedom?
— Bo też bym wolał ich prać. Co nasi, to nasi!
— Sumienie się w tobie budzi... A jakżeś to mógł własną krew Szwedom odwozić?
— Bom miał rozkaz.
— Ale teraz nie masz rozkazu?