— Kto waćpana wyuczył tak wdzięcznych pieśni? — pytała panna Aleksandra.
— Wojna, Oleńko. W obozie my to sobie z tęskności śpiewali.
Dalszą rozmowę przerwało gwałtowne wołanie z tylnych sani:
— Stój! Stój! Hej tam — stój!
Pan Andrzej odwrócił się gniewny i zdziwiony, skąd towarzyszom przyszło do głowy wołać na nich i wstrzymywać, gdy wtem o kilkadziesiąt kroków za saniami dojrzał jeźdźca zbliżającego się, co koń wyskoczy.
— Na Boga! To mój wachmistrz Soroka; coś się musiało tam stać! — rzekł pan Andrzej.
Tymczasem wachmistrz, zbliżywszy się, osadził konia tak, że ten aż przysiadł na zadzie, i począł mówić zdyszanym głosem:
— Panie rotmistrzu!...
— Co tam, Soroka?
— Upita106 się pali; biją się!