— Będzie na to czas. Pilnuj!
Zaledwie Kmicic wymówił „pilnuj!” — gdy smuga białego dymu wykwitła z zarośli i rzekłbyś: ptactwo zaszumiało po pobliskiej trawie, o jakie trzydzieści kroków od chaty.
— Hufnalami638 z garłacza639 strzelono! — rzekł Kmicic — jeśli muszkietów nie mają, to nic nam nie uczynią, bo z garłaczy od zarośli nie doniesie.
Soroka, trzymając jedną dłonią muszkiet oparty o kulbakę640 stojącego przed nim konia, drugą dłoń zwinął w kształcie trąbki koło ust i począł krzyczeć:
— A pokaż no się który z chaszczów, wnet się nogami nakryjesz!
Nastała chwila ciszy, po czym w zaroślach rozległ się groźny głos:
— Coście za jedni?
— Lepsi od tych, co po traktach grasują.
— Jakim prawem naszliście naszą siedzibę?
— Zbój o prawo pyta! Nauczy was kat prawa, idźcie do kata!