— Pan Wołodyjowski.
— To dobrze. Wołaj mi Soroki!
Stary wyszedł i po chwili wrócił z wachmistrzem.
— A listy znalazły się? — pytał Kmicic.
— Nie ma, panie pułkowniku — odpowiedział Soroka.
Kmicic strzepnął palcami.
— Ej, bieda! bieda! Możesz odejść, Soroka. Za te listy, żeście pogubili, warciście wisieć. Możesz odejść. Mości Kiemlicz, masz tu na czym pisać?
— Bodaj, że się znajdzie — odparł stary.
— Choćby ze dwie karty i piór.
Stary zniknął we drzwiach komory, która widocznie była składem wszelkiego rodzaju rzeczy, ale szukał długo. Kmicic tymczasem chodził po izbie i rozmawiał sam ze sobą.