Oficer poszedł wydać odpowiednie rozkazy. Pan Andrzej zatrzymał go po drodze.
— Kto to jest? — spytał.
— Baron Lisola, wysłannik cesarski, który z brandenburskiego dworu udaje się do naszego pana — odpowiedział oficer.
To rzekłszy, wyszedł, a po chwili wrócił.
— Rozkazy waszej ekscelencji spełnione — rzekł do barona.
— Dziękuję — odpowiedział Lisola.
I z wielką, chociaż bardzo pańską uprzejmością wskazał Wrzeszczowiczowi miejsce naprzeciw siebie.
— Wicher coś poczyna na dworcu świstać — rzekł — i deszcz zacina. Może wypadnie dłużej popaść. Tymczasem pogawędzimy przed wieczerzą. Co tu słychać? Słyszałem, że małopolskie województwa poddały się jego szwedzkiej miłości.
— Tak jest, ekscelencjo. Jego królewska mość czeka tylko jeszcze na poddanie się reszty wojsk, po czym zaraz do Warszawy i do Prus wyruszy.
— Zali880 to pewna, że oni się poddadzą?