Lecz Winicjusz, który był żołnierzem i przywykł nie tylko radzić sobie wobec wszelkich zdarzeń, ale i działać, wnet opanował chwilową słabość i rzekł:
— Nie zawiedziesz się na mojej wspaniałomyślności, pierwej jednak pójdziesz ze mną do Ostrianum.
— Ja do Ostrianum? — pytał Chilo, który nie miał najmniejszej chęci tam iść. — Ja, szlachetny trybunie, obiecałem ci wskazać Ligię, ale nie przyrzekłem jej porywać... Pomyśl, panie, co by się ze mną stało, gdyby ten niedźwiedź ligijski rozdarłszy Glauka przekonał się jednocześnie, że nie całkiem słusznie go rozdarł? Czy nie poczytałby mnie (zresztą niesłusznie) za sprawcę spełnionego morderstwa? Pamiętaj, panie, że im kto większym jest filozofem, tym mu trudniej odpowiadać na głupie pytania prostaków, cóż bym mu więc odpowiedział, gdyby mnie spytał, dlaczegom oskarżył Glauka lekarza? Jeśli jednak posądzasz mnie, że cię zwodzę, tedy ci powiem, zapłać mi wówczas dopiero, gdy ci wskażę dom, w którym mieszka Ligia, dziś okaż mi zaś tylko cząstkę twej szczodrobliwości, abym, gdybyś i ty, o panie (czego niech wszystkie bogi bronią), miał ulec jakiemu wypadkowi, nie pozostał całkiem bez nagrody. Serce twoje nie zniosłoby tego nigdy.
Winicjusz poszedł do skrzyni stojącej na marmurowym podnóżu, zwanej arca, i wydobywszy z niej kieskę cisnął ją Chilonowi.
— To są scrupula270 — rzekł. — Gdy Ligia będzie u mnie w domu, dostaniesz taką samą napełnioną aureusami.
— Jowiszu! — zawołał Chilon.
Lecz Winicjusz zmarszczył brwi.
— Tu dostaniesz jeść, po czym możesz odpocząć. Do wieczora nie ruszysz się stąd, gdy zaś noc zapadnie, będziesz mi towarzyszył do Ostrianum.
Na twarzy Greka odbiły się przez chwilę strach i wahanie, po czym jednak uspokoił się i rzekł:
— Któż ci się oprze, panie! Przyjmij te słowa za dobrą wróżbę, tak jak przyjął podobne wielki nasz bohater w świątyni Ammona271. Co do mnie, te „skrupuły” (tu potrząsnął kieską) przeważyły moje, nie mówiąc już o twym towarzystwie, które dla mnie jest szczęściem i rozkoszą.