— To był zły duch, ale ja wziąłem go za anioła — odrzekł z westchnieniem Ursus.
— Kiedy indziej opowiesz mi to — rzekł Glaukus — ale teraz musimy myśleć o rannym.
I to rzekłszy począł nastawiać ramię Winicjusza, który mimo iż Kryspus skrapiał mu twarz wodą, mdlał ciągle z bólu. Była to zresztą szczęśliwa dla niego okoliczność, nie czuł bowiem nastawiania nogi ani opasywania złamanego ramienia, które Glaukus ujął w dwie wklęsłe deseczki, a następnie obwiązał szybko i silnie, aby je unieruchomić.
Lecz po dokonaniu operacji rozbudził się znowu — i ujrzał nad sobą Ligię.
Stała tuż przy jego łóżku, trzymając przed sobą miedziane wiaderko z wodą, w której Glaukus zanurzał od czasu do czasu gąbkę i zwilżał nią jego głowę.
Winicjusz patrzył i oczom nie wierzył. Zdawało mu się, że to sen albo gorączka stawia przed nim drogie widmo — i po długiej dopiero chwili zdołał wyszeptać:
— Ligio...
Na jego głos wiaderko zadrżało w jej ręku, lecz zwróciła na niego oczy pełne smutku.
— Pokój z tobą! — odrzekła z cicha.
I stała z wyciągniętymi przed się rękoma, z twarzą pełną litości i żalu.