Na to Tygellinus rzekł:
— Ja się tym zajmę.
Lecz Nero mówił dalej do Winicjusza:
— Dziękuję ci, żeś mnie podtrzymał. Mogłem, padłszy, rozbić głowę. Niegdyś dobry był z ciebie towarzysz, ale od czasu wojny i służby pod Korbulonem zdziczałeś jakoś i rzadko cię widuję.
Po czym pomilczawszy chwilę rzekł:
— Jak się ma owa dziewczyna... za wąska w biodrach... w której się kochałeś i którą odebrałem Aulusom dla ciebie?...
Winicjusz zmieszał się, lecz Petroniusz w tej chwili przyszedł mu z pomocą:
— Założę się, panie — rzekł — że zapomniał. Czy widzisz jego zmieszanie? Pytaj go o to, ile ich było od tego czasu, a nie ręczę, czy i na to potrafi odpowiedzieć. Z Winicjuszów dobrzy żołnierze, ale lepsze jeszcze koguty. Trzeba im stada. Ukarz go za to, panie, i nie zaproś go na ucztę, jaką nam Tygellinus obiecuje wyprawić na twoją cześć na stawie Agryppy.
— Nie, nie uczynię tego. Ufam Tygellinowi, że tam właśnie stada nie zabraknie.
— Miałożby braknąć Charytek tam, gdzie będzie Amor? — odpowiedział Tygellin.