Winicjusz wstał. Przy świetle łuny widać było łzy ściekające mu po pobladłej ze wzruszenia twarzy. Usta trzęsły się mu, jakby się modlił.

— Pójdźmy — rzekł.

Lecz Chilon znów powtórzył:

— Panie, co mam robić z mułami, które czekają? Może by ten godny prorok wolał jechać niż iść.

Winicjusz sam nie wiedział, co odpowiedzieć, lecz usłyszawszy od Piotra, że chata kopacza leży tuż, odrzekł:

— Odprowadź muły do Makryna.

— Wybacz, panie, że ci przypomnę dom w Amerioli. Wobec tego okropnego pożaru łatwo zapomnieć o rzeczy tak drobnej.

— Dostaniesz go.

— O wnuku Numy Pompiliusza, byłem zawsze pewny, ale teraz, gdy obietnicę usłyszał i ten wielkoduszny Apostoł, nie przypominam ci nawet tego, że przyrzekłeś mi i winnicę. Pax vobiscum423. Ja cię odnajdę, panie. Pax vobiscum.

Oni zaś odpowiedzieli: