— Toteż otoczyła mnie noc i śmierć idzie ku mnie... Czasem zdaje mi się, żem już umarł i wy także.
— Nie! To oni mrą, a my jesteśmy żywi. Ale powiedz mi: co oni widzą umierając?
— Chrystusa...
— To ich bóg? Czy to możny bóg?
Lecz Chilo odpowiedział również pytaniem:
— Co to za pochodnie mają się palić w ogrodach? Słyszałeś, co mówił cezar?
— Słyszałem i wiem. Takich zwą sarmenticii i semaxii461... Przybiorą ich w bolesne tuniki napojone żywicą, przywiążą do słupów i podpalą... byle tylko ich bóg nie spuścił na miasto jakich klęsk... Semaxii! To straszna kaźń.
— Wolę to, bo nie będzie krwi — odpowiedział Chilo. — Każ niewolnikowi podać mi krater do ust. Chcę pić, a rozlewam wino, bo mi ręka lata ze starości...
Inni rozmawiali przez ten czas także o chrześcijanach. Stary Domicjusz Afer drwił z nich.
— Mnóstwo ich takie — mówił — że mogliby wzniecić wojnę domową, i pamiętacie, że były obawy, czy nie zechcą się bronić. A oni umierają jak owce.