— Już powinni być!... Już powinni być!
I chciał iść, a tamci oboje go wstrzymywali.
Lecz nagle w przedsionku dały się słyszeć kroki i do atrium wpadli hurmem niewolnicy, a stanąwszy szybko pod ścianą, podnieśli ręce w górę i poczęli powtarzać jękliwymi głosami:
— Aaaa! — aa!
Winicjusz skoczył ku nim.
— Gdzie Ligia? — zawołał strasznym, zmienionym głosem.
— Aaaa!...
Wtem Gulo wysunął się naprzód ze swoją pokrwawioną twarzą, wołając z pośpiechem i żałośnie:
— Oto krew, panie! Broniliśmy! Oto krew, panie, oto krew!...
Lecz nie zdołał dokończyć, gdyż Winicjusz chwycił brązowy świecznik i jednym uderzeniem strzaskał czerep niewolnika, po czym, objąwszy się za głowę rękoma, wpił palce we włosy, powtarzając chrapliwie: