— Nie. Został w Częstochowie i pojutrze wraca.
— Zdrów?
— Zdrów.
Tu dziewczynka popatrzyła na swego przyjaciela i rzekła:
— Ale pan Stach schudł, mamo, prawda?
— Istotnie pan zmizerniał — rzekła pani Emilia.
Połaniecki był nieco zmieniony, bo źle spał, a przyczyna jego bezsenności siedziała przed nim w powozie. Lecz począł się tłómaczyć kłopotami i pracą w biurze. Tymczasem zajechali przed mieszkanie pani Emilii.
Przez chwilę, gdy pani Emilia poszła witać się ze służącemi, a Litka wybiegła za nią, Połaniecki i panna Marynia zostali sami w salce jadalnej.
— Pani tu chyba nie ma bliższej znajomości, niż pani Emilia? — spytał Połaniecki.
— Ani bliższej, ani tak kochanej.