— Masz za to! — rzekł Połaniecki.
I, porwawszy jej rączkę, usiłował ją pocałować, a ona broniła się, jak mogła.
Wreszcie pochowała rączki, on zaś, zwróciwszy się do Maryni i okazując swoje zdrowe, białe zęby, rzekł:
— Bo widzi pani, my ciągle wojujemy, ale się lubimy.
— Tak zwykle bywa — odrzekła panna Marynia.
A on popatrzył jej w oczy szczerze i prosto:
— Ej, żeby to tak zwykle bywało!
Panna Marynia zarumieniła się zlekka i spoważniała, lecz nie odrzekła nic i poczęła rozmawiać z panią Emilią.
Połaniecki zaś zwrócił się do Litki:
— A gdzie profesor Waskowski? Pojechał do Włoch?