— Zostań choć ty, dziecinko! ty nie wiesz, jakaś potrzebna i mnie i matce. Niech Bóg broni, co za życie będzie bez ciebie, drogie stworzenie!
Nagle spostrzegł, że oczy dziewczynki patrzą na niego.
Przez chwilę myślał, że się łudzi i nie śmiał się poruszyć, lecz mała poczęła się uśmiechać i wreszcie wyszeptała:
— Pan Stach...
— To ja, Lituś! Jak się czujesz?
— Dobrze, a gdzie mama?
— Zaraz przyjdzie. Wojowaliśmy z nią ogromnie, żeby poszła spać i ledwieśmy ją namówili.
Litka zwróciła głowę i, spostrzegłszy pannę Marynię, rzekła:
— A, to ciocia Marynia?
Od pewnego czasu mała mówiła jej: ciociu.