Marynia chciała dalej wypytywać, ale tymczasem nadszedł pan Pławicki; chwilkę słychać było, jak, pokasłując trochę, stawiał laskę i zdejmował paletot w przedpokoju, potem otworzył drzwi i ujrzawszy ich samych, rzekł:

— Tak we dwoje sobie siedzicie?

A Marynia, podbiegłszy ku niemu, położyła mu ręce na ramionach i nadstawiając czoło do pocałunku, odrzekła:

— Jak narzeczeni, papo.

Pan Pławicki cofnął się nieco i spytał:

— Jak powiadasz?

— Mówię — odpowiedziała, patrząc mu spokojnie w oczy — że pan Stanisław chce mnie wziąć i że jestem bardzo szczęśliwa...

Połaniecki przybliżył się, uściskał z całej siły pana Pławickiego i rzekł:

— Chcę wziąć, za zgodą i pozwoleniem wujaszkowem.

Lecz pan Pławicki zawołał: „Dziecko moje!” i podążywszy chwiejnym krokiem do kanapy, siadł na niej ciężko.