— Bo ja sobie dawno powiedziałam, że jeśli przyjdzie taka chwila, jak dziś, to potem pojedziemy razem do Litki.
— A moja droga pani! — odpowiedział Połaniecki.
A ona mówiła dalej:
— Nie wiem, co tam ludzie powiedzą, ale co nam do świata — prawda?
— Naturalnie! Mielibyśmy też na ludzi się oglądać. Z duszy serca jestem pani wdzięczny za tę myśl. Moja droga pani, moja... Maryniu.
— Bo ja myślę, że ona patrzy na nas i modli się za nas.
— Tak, to nasza mała patronka.
— Dobranoc.
— Dobranoc.
— Do jutra.