A Marynię dotknęła nieco ta jego żywość.
— Ja także jestem tego zdania — odrzekła.
Lecz jemu nie dość było jej zdania.
— Czy pani znała Litkę? — spytał, zwróciwszy się do pani Maszkowej.
— Tak!
— Prawda! widziała ją pani u Bigielów.
— Tak.
— No, przecie niema śladu podobieństwa?
— Nie.
Zawiłowski, który adorował szczerze panią Połaniecką, począł patrzeć na Połanieckiego z pewnem zdziwieniem — on jednak spoglądał teraz na wydłużoną postać pani Maszkowej, rysującą się przez popielatą suknię — i myślał: