— Uspokój się, Połaniecki — odpowiedział z flegmą Bukacki, witając go tak, jakby się rozstali przed godziną. — Jak się masz?
— Co ty tu robisz?
— Jem kotlet na margarynie.
— Do Reichenhallu?
— Tak. A ty do domu?
— Tak.
— Nie oświadczyłeś się pani Emilii?
— Nie.
— Więc ci przebaczam. Możesz jechać!
— Schowaj koncepta na lepszą porę. Litka jest bardzo zagrożona.