Myślał więc nad sposobami pierwszego dnia, zmieniając okłady, myślał drugiego, zmieniając okłady, myślał trzeciego, zmieniając okłady, i czy wiecie, co wymyślił? Oto nic nie wymyślił!
Na czwarty dzień przywiózł mu stójka z osłowickiej apteki diachylum; Zołzikiewicz rozsmarował na płatek, przyłożył i — co za cudowne skutki tego medicamentum! — prawie jednocześnie wykrzyknął:
— Znalazłem!
Istotnie coś znalazł.
Rozdział czwarty. Który by można zatytułować: zwierz w sieci
W parę dni potem, nie wiem dobrze, czy w pięć, czy w sześć, w alkierzu karczmy baraniogłowskiej siedział wójt Burak, ławnik Gomuła i młody Rzepa. Wójt wziął za szklankę.
— Przestalibyśta się o to swarzyć, kiedy nie mata o co! — rzekł wójt.
— A ja powiadam, że Francuz nie da się Prusakowi — mówi Gomuła uderzając pięścią o stół.
— Prusak, psia jucha, chytry! — odparł Rzepa.
— To co, że chytry? Turek pomoże Francuzowi, a Turek je namocniejszy.