— A co, czy nie Skruszyła?
— No, juści prawda.
— Napilibyśta się lepiej — rzekł wójt.
— Zdrowie wasze, kumie!
— Zdrowie wasze!
— Haim!
— Siulim!
— Daj, Panie Boże, szczęście!
Wypili wszyscy trzej, ale że to było w czasie francusko — pruskiej wojny, ławnik więc Gomuła znowu wrócił do polityki.
— Francuzy — rzekł — to też jest bałamutny naród. Ja ich ta nie pamiętam, ale mój ojciec to powiadał, że jak stali u nas kwaterami, to ta sądny dzień był w całej Baraniej Głowie. Strasznie do bab ciekawe! Mere naszej chałupy mieszkał Staś, ociec Walentego, a u nich też stał Francuz — może i dwóch! — czy ja wiem? Aż tu się budzi Staś w nocy i mówi: „Kaśka, Kaśka! Mnie się widzi, że to Francuz coście kiele ciebie majstruje?” A ona powiada: „A i mnie się widzi to samo”. Tak Staś powiada: „A powiedzże mu, żeby sobie poszedł precz!” — „Ba — powiada baba — gadajże z nim, kiej on po polsku nie rozumie!” To i cóż miał robić.