Napili się znowu, ale Burak i Gomuła tylko że umoczyli usta. Rzepa zaś wypił całą szklankę araku, aż mu oko zbielało.
— Pocałujta się teraz — rzekł wójt.
Rzepa aż się rozpłakał przy uściskach i pocałunkach, co było znakiem, że już podpił dobrze; po czym zaczął wyrzekać, gorzko wspominając graniaste cielę, które dwa tygodnie temu zdechło mu w nocy w oborze.
— Oj! Jakiego to cielaka Pan Bóg zabrał ode mnie! — wołał żałośnie.
— No, nie smućta się! — rzekł Burak. — Do pisarza z urzędu przyszło pisanie, że pono dworski las pójdzie na gospodarzy.
Rzepa odpowiedział na to:
— I po sprawiedliwości! Albo to pan las siał?
Ale potem zaraz znów zaczął zawodzić:
— Oj! Co cielak był, to cielak; jak ta krowę huknął łbem przy ssaniu, to aż zadem pod belkę poleciała.
— Pisarz mówił...