— Jelemożny sądzie! Oj, ja nieszczęśliwa sierota, a dlaboga, rety! Nie przy studni ja jego z Jagną widziałam, żeby ich olśnęło! — ino widziałam, jak poszli w żyto i tam z pięć pacierzy siedzieli. Rozpuśniku, powiadam, małoś ty razy „gadoł” do mnie, co mnie tak kochasz, żebyś ino zaraz chciał mnie pięścią pod ziobro! A żeby on skapiał, żeby jemu język kołem stanął! Nie warząchwią by jego po łbie, oj! doloż moja! ino kłonicą. Słońce jeszcze wysoko, a on już z pola schodzi i żreć woła! Mówię mu, jak komu dobremu, grzecznie: „Ty złodziejski potrecie, to gospodarz jeszcze w polu, a ty już do dom?” Ale „sufraganie” mu nie mówiłam, tak mi Panie Boże dopomóż... A żeby jego...
W tym miejscu wójt przywołał do porządku obwinioną, uczyniwszy jej uwagę w kształcie zapytania:
— Nie stuliszże ty mordy, utrapiona?
Nastąpiła chwilowa cisza, sąd począł się namyślać nad wyrokiem i — co za delikatne poczucie sytuacji! — pięciu złotych nie przysądził żadnej stronie, ale tylko, tak dla zachowania swej powagi, jak i dla przestrogi wszystkim zakochanym parom w całej Baraniej Głowie, skazał skarżących się na odsiedzenie jeszcze dwudziestu czterech godzin w cellowym więzieniu i na zapłacenie na kancelarię po rubli srebrem jeden.
„Od Wacha Rechnia i Baśki Żabianki na kancelarię po kopiejek srebrem pięćdziesiąt” — zapisał pan Zołzikiewicz.
Po czym posiedzenie było skończone. Pan Zołzikiewicz wstał i pociągnął swoje kortowe koloru piaskowego w górę, a fioletową kamizelkę na dół. Ławnicy w zamiarze rozejścia się już brali za czapki i bicze, gdy nagle drzwi zamknięte po napadzie prosiąt rozwarły się na rozcież i ukazał się w nich Rzepa, chmurny jak noc, a za nim Rzepowa i Kruczek.
Rzepowa była bledziusieńka jak płótno; jej śliczne, delikatne rysy wyrażały smutek i pokorę, a w wielkich czarnych oczach ukazywały się łzy, ściekające następnie po policzkach.
Rzepa wszedł było hardy, z głową zadartą, ale jak zobaczył cały sąd, a „mętal” na wójcie, a krucyfiks, a kozią bródkę i zadarty nos na wysokich nogach, tak zaraz stracił minę i dość cichym głosem ozwał się:
— Niech będzie pochwalony!
— Na wieki wieków! — odpowiedzieli chórem ławnicy.