— Na szczęście jest żonaty! — odparł sucho pan Wiktor.

Panna Jadwiga schyliła trochę główkę, ścisnęła półuśmiechem usta, aż jej się dołki ukazały na policzkach, i spoglądając z ukosa na pana Wiktora spytała:

— Dlaczego pan mówi: na szczęście?

— Na szczęście dla tych wszystkich, dla których by życie nie miało wówczas żadnego powabu.

To mówiąc pan Wiktor był bardzo tragiczny.

— O! Pan za dużo mi przypisuje.

Pan Wiktor przeszedł na lirykę.

— Pani jesteś aniołem...

— No... to dobrze... to mówmy o czym innym. Więc pan nie lubi Elego?

— Zacząłem go nienawidzić przed chwilą.