Nastało milczenie. Lecz po upływie pół godziny Nel znów siadła na posłaniu, a w rozszerzonych jej oczach widać było okropną trwogę.

— Stasiu!

— Co ci jest, kochanie?

— Czemu — pytała przerywanym głosem — Gebhr i Chamis chodzą koło drzewa i zaglądają tu do mnie?

Stasiowi w jednej chwili wydało się, że oblazły go tysiące mrówek.

— Co ty mówisz? — rzekł. — Tu nikogo nie ma! To Kali chodzi koło drzewa.

Lecz ona patrząc w ciemny otwór zawołała szczękając zębami:

— I Beduini także! Dlaczegoś ty ich pozabijał?

Staś otoczył ją ramieniem i przytulił do siebie:

— Ty wiesz dlaczego! Nie patrz tam! nie myśl o tym. To było już dawno.