Chwycił głaz w dłonie i z uciesznym gniewem
Cisnął w gałęzie... Na kwiatach pod drzewem
Trzepią się elfy skrzydły złamanemi.
Babie lato
Słońce zwieszone na samotnej skale,
Dawną potęgę zbierając raz jeszcze,
Rozrzuca pyłów rozświetlone deszcze
Na jasne, czyste, przeogromne dale...
Po łąkach jasną falą się przelewa,
Wzbija pył z kwiatów i upojne wonie,